Strona:PL Pisma Henryka Sienkiewicza t. 1.djvu/190

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Oparłem głowę na piersi ojca i przez jakiś czas milczeliśmy obaj.
Po niejakiéj chwili ojciec rzekł:
— Byłeś do niéj przywiązany bardzo, więc powiedz mi: gdybym ci rzekł: daję ci ją, podaj jéj rękę na całe życie, cóżbyś mi odpowiedział?
— Ojcze! — odrzekłem — miłość mogła ulecieć odemnie, ale uczciwość nigdy: jestem gotów.
Ojciec ucałował mnie serdecznie.
— Niechże cię Bóg błogosławi. Poznaję cię; ale to nie twój obowiązek, nie twoja powinność: to powinność Selima.
— Czy on tu przyjedzie?
— Przyjedzie wraz z ojcem swoim. Ojciec jego wié już o wszystkiém.
Jakoż o zmroku przyjechał Selim. Gdy ujrzał Hanię, zaczerwienił się a potém zbladł jak płótno. Przez chwilę znać było na jego twarzy ciężką walkę serca z sumieniem. Znać i od niego ulatywał ów ptak skrzydlaty, któremu imię: miłość. Ale zwyciężył się ten szlachetny chłopak: powstał, wyciągnął ręce a potém upadł przed Hanią na kolana i zawołał:
— Haniu moja! jam zawsze ten sam: ja nie opuszczę cię nigdy, nigdy!
Łzy obfite spłynęły po twarzy Hani, odsunęła jednak lekko Selima.
— Nie wierzę, nie wierzę, żeby mnie teraz kochać można — rzekła, a potém zakrywszy twarz rękoma, zawołała:
— O! jacy wyście wszyscy dobrzy i szlachetni! jam tylko najmniéj szlachetna, najwięcéj grzeszna; ale to się już skończyło wszystko: jam już inna!