Strona:PL Pisma Henryka Sienkiewicza t. 1.djvu/184

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


już jéj przebaczył, że zapomniał i kazał mi być spokojnym. Późniéj jednak nieraz rozmawiałem o niéj z matką, która widząc, że mnie ten przedmiot nad wszystkie inne zajmuje, sama zaczynała rozmowę, a kończyła ją anielskiemi, lubo niewyraźnemi słowy, że gdy wyzdrowieję, wówczas pomówi z ojcem o wielu rzeczach, które dla mnie będą bardzo przyjemne, trzeba tylko, żebym był spokojny i starał się jak najprędzéj przyjść do siebie.
Mówiąc to, uśmiechała się smutno, mnie zaś chciało się płakać z radości. Czasem jednak trafiało się coś takiego w domu, co mąciło mój spokój, a nawet przejmowało mnie strachem. Raz naprzykład wieczorem, gdy matka siedziała przy mnie, wszedł służący Franek i poprosił ją do pokoju Hanny.
Siadłem natychmiast na łóżku.
— Hania przyjechała? — spytałem.
— Nie! odrzekła matka. — Nie przyjechała. On prosi mnie do pokoju Hani, bo tam bielą i dają nowe obicia.
— Czasem zdawało mi się, jakby chmura ciężkiego a źle ukrywanego smutku leżała na czołach otaczających mnie osób. Nie rozumiałem nic co się dzieje, a pytania moje zbywano byle czém. Badałem Kazia, odpowiadał tak jak i inni, że w domu wszystko dobrze, że siostry, pani d’Yves i Hania wkrótce wrócą, i nakoniec: żebym był spokojny.
— A skądże ten smutek? — spytałem.
— Widzisz, ja ci opowiem wszystko. Oto Selim ze starym Mirzą przyjeżdżają tu codziennie. Selim po całych dniach desperuje, płacze, chce cię widzieć ko-