Strona:PL Pisma Henryka Sienkiewicza t. 1.djvu/174

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Powiem już ojcu wszystko — rzekłem — idę się bić z Mirzą.
Myślałem że ojciec wybuchnie gniewem, ale nad spodziewanie moje nie wybuchnął, tylko spytał:
— Kto kogo wyzwał?
— Ja jego.
— Bez poradzenia się z ojcem, bez powiedzenia słowa?
— Wyzwałem go wczoraj, zaraz po pogoni w Ustrzycy. Nie mogłem, ojcze, pytać się o nic, a zresztą bałem się, że ojciec zabroni.
— I zgadłeś. Wracaj do domu. Całą tę sprawę mnie zostaw.
Serce ścisnęło mi się tak boleśnie i rozpaczliwie, jak nigdy.
— Ojcze — rzekłem — zaklinam cię na wszystko co ci jest święte, na pamięć dziada, nie zabraniaj mi się bić z Tatarem. Pamiętam, jak nazywałeś mnie demokratą i gniewałeś się o to na mnie. Otóż teraz przypomniałem sobie, że płynie we mnie krew dziada i twoja. Ojcze, on skrzywdził Hanię! i maż to mu być darowane? Niechaj nie mówią ludzie, że ród nasz dał ukrzywdzić sierotę i nie pomścił za nią. Ja jestem bardzo winien: ja ją kochałem i nie powiedziałem ojcu o tém, ale przysięgam, że gdybym nawet nie kochał jéj, to dla jéj sieroctwa, dla naszego domu i dla naszego imienia uczyniłbym toż samo co teraz czynię. Sumienie mówi mi, że to jest szlachetne — i ty, ojcze, mi nie zaprzeczysz; ale jeśli tak jest, to ja nie wierzę, żebyś ty bronił mi być szlachetnym: ja nie wierzę! nie wierzę, ojcze! Ojcze! pamiętaj, Hania skrzywdzona, a ja wyzwałem, ja dałem słowo. Wiem, żem jeszcze nie-