Strona:PL Pisma Henryka Sienkiewicza t. 1.djvu/168

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


XI.

Po rozmowie z ojcem, która trwała z pół godziny wróciłem do stancyi i nie kładłem się już wcale. Wyrachowałem, że aby zdążyć na piątą do Wachowéj chaty, muszę przynajmniéj o czwartéj wyjść z domu, miałem więc tylko niespełna trzy godziny przed sobą. Wkrótce zresztą nadszedł i ksiądz Ludwik zobaczyć czym nie chory, po owéj szalonéj jeździe i czym przebrał się należycie po przemoknięciu. Ale dla mnie przemoknąć, było to samo co i nie przemoknąć. Ksiądz nalegał na mnie, bym zaraz się położył do łóżka, ale tymczasem sam się rozgadał i tak przeszła z godzina czasu.
Opowiadał mi jeszcze szczegółowo o tém co mówił stary Mirza. Pokazało się z tego opowiadania, że Selim popełnił poprostu szaleństwo, ale jak mówił ojcu, nie widział innego sposobu. Sądził, że po dokonanéj ucieczce, ojciec jego nie będzie miał innego sposobu, jak tylko pobłogosławić, my zaś: oddać mu Hanię. Pokazało się także, że już po rozmowie ze mną, nietylko pisał do Hani, ale widział się z nią i że właśnie wówczas namówił ją do ucieczki. Dziewczynka, mimo że nie zdawała sobie sprawy następstw tego kroku, opierała mu się instynktowo ze wszystkich sił; ale Selim opętał