Strona:PL Pisma Henryka Sienkiewicza t. 1.djvu/166

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Widział i kazał się jéj zaraz położyć. Stara Węgrowska siedzi przy niéj. Zaczekaj tu na mnie. Pójdę do ojca, powiem mu żeś przyjechał. Rozesłał już za tobą konie na wszystkie strony. Kazia także niéma, bo pojechał cię szukać. Boże! Boże Wszechmogący, co się tu działo!
Tak mówiąc, ksiądz wyszedł do ojca, ja zaś nie mogłem wysiedzieć w jego pokoju i pobiegłem do Hani. Nie chciałem jéj widziéć, o, nie! Kosztowałoby ją to bowiem zbyt wiele. Chciałem się raczéj zapewnić, że wróciła rzeczywiście, że znowu znajduje się bezpieczna, pod naszym dachem, blizko mnie, osłonięta od burzy i strasznych wypadków dnia dzisiejszego. Dziwne uczucia miotały mną, kiedym się zbliżył do jéj pokoju. Nie gniew, nie nienawiść, ale żal ciężki, głęboki czułem w sercu i wielką, niewypowiedzianą litość dla téj biednéj i nieszczęśliwéj ofiary szaleństwa Selima. Myślałem o niej jak o gołąbce, którą porwał jastrząb'. Ach! ileż biedaczka musiała doznać upokorzeń, przez jakiż wstyd przejść w Chorzelach, wobec starego Mirzy! Przysiągłem sobie natychmiast nie zrobić jéj najmniejszego wyrzutu, ani dziś, ani nigdy i postępować z nią tak, jakby nigdy nic nie zaszło.
W chwili kiedym przyszedł pod drzwi jéj pokoju, drzwi te otworzyły się i wyszła z nich stara Węgrowska. Zatrzymałem ją i spytałem:
— Czy panienka śpi?
— Nie śpi, nie śpi biedactwo — odpowiedziała babina. — O! mój paniczku złoty, żeby paniczek wiedział co tu było! Jak starszy pan ryknął na panienkę (tu stara Węgrowska podniosła fartuch i poczęła łzy ocierać), to myślałam, że nieboraczka zaraz na miejscu