Strona:PL Pisma Henryka Sienkiewicza t. 1.djvu/164

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Obawiam się, że stary Mirza nie pozwoli mu bić się. Wsadzi go do kozy na czas jakiś i będzie uważał że to dosyć. A dla mnie to mało! mało! mało! Jeżeli Selim już siedzi w kozie, pan go nie zobaczy; przez starego robić tego nie można, list zaś można komuś zostawić. Ja ojcu także nic nie powiem, że się chcę bić. Może sam starego wyzwie, a stary nie winien. Ale jak my poprzednio wybijemy się z Selimem, to już nie będzie racyi. A wszakże sam pan powiedział, że ja muszę się z nim bić?
— Jabym to tak uważał. Bić się, bić się! Dla szlachcica to tam zawsze najlepszy środek, a czy stary, czy młody to wszystko jedno! Komu innemu: farsa! ale nie szlachcicowi. No! pisz: masz słuszność!
Siadłem i napisałem co następuje:
„Jesteś nikczemnik. Listem tym daję ci w twarz. Jeżeli nie stawisz się jutro około Wachowéj chaty z pistoletami lub pałaszem, będziesz ostatnim tchórzem, którym prawdopodobnie jesteś.“
Zapieczętowałem list i oddałem panu Ustrzyckiemu. Poczém obaj wyszliśmy na podwórze, bryczki bowiem dla nas już zajechały. Przed samém wsiadaniem przyszła mi jedna przerażająca myśl do głowy.
— Panie! — rzekłem do Ustrzyckiego — a jeżeli Selim nie do Chorzel zawiózł Hanię?
— Jeżeli nie do Chorzel, tedy zyskał czas; jest noc, pięćdziesiąt dróg na wszystkie strony i... szukaj wiatru w polu. Ale gdzieżby ją zawiózł?
— Do miasta N.
— Szesnaście mil jednemi końmi. Tedy bądź spokojny. Farsa, co? Tedy jutro pojadę do N., dziś nawet