Strona:PL Pisma Henryka Sienkiewicza t. 1.djvu/163

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


i wrócili do Chorzel. Gdzieżby uciekli? Farsa! Wrócili do Chorzel: padli do nóg staremu Mirzie! Nie mieli innéj rady. Stary Mirza zamknął Selima w śpichrzu, a pannę... pannę odwiezie do was. Farsa, co? Ale Hania! Hania! no!
— Panie Ustrzycki!
— No! no! moje dziecko nie gniewaj się! Ja jéj tego za złe nie biorę. Kobiety moje, to co innego. Ale po co czas tracić?
— O! tak, czasu nie traćmy.
Ustrzycki zastanowił się przez chwilę.
— Wiem już jak zrobić. Ja natychmiast pojadę do Chorzel, a ty jedź do domu, a najlepiéj czekaj tu. Jeżeli Hania jest w Chorzelach, to ją zabiorę i odwiozę do was. Może mi jéj nie oddadzą? Farsa! Ale wolę być razem ze starym Mirzą, gdy ją odwieziemy, bo twój ojciec gwałtowny człowiek. Gotów wyzwać starego, a stary nic nie winien. Co?
— Ojca niéma w domu.
— To lepiéj! to lepiéj!
Tu pan Ustrzycki zaklaskał w ręce.
— Janek! sam tu!
Wszedł pokojowiec.
— Konie mi z bryczką za dziesięć minut. Rozumiesz?
— A dla mnie konie? — rzekłem.
— Drugie dla pana! Farsa! panie dobrodzieju!
Milczeliśmy przez czas jakiś! Po chwili rzekłem:
— Czy pan pozwoli, żebym napisał do Selima? Wolę go wyzwać listownie.
— Dlaczego?