Strona:PL Pisma Henryka Sienkiewicza t. 1.djvu/114

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— To téż widzi pan, jak mi trudno o tém mówić; ale chciałam panu podziękować.
— I za co? panno Hanno! i za co? Ja nie mogę znieść łez w pani oczach. Jabym dla pani chętnie...
Teraz z kolei on nie dokończył, bo nie umiał znaleźć wyrazu a może w porę spostrzegł, że zbyt pozwala się unosić uczuciom, jakich miał pełne piersi; więc tylko zmieszany odwrócił głowę, by nie dać poznać wzruszenia i umilkł.
Hania patrzyła na niego rozświetlonemi od łez oczyma, a ja wtedy już nie pytałem co się stało.
Kochałem Hanię całą mocą młodéj duszy, ubóstwiałem ją: kochałem ją tak, jak w niebie tylko kochają; kochałem jéj postać, kochałem jéj oczy, każdy promień włosów, dźwięk mowy; kochałem każdą jéj sukienkę, powietrze którém oddychała, a miłość ta przenikała mnie nawskróś i była nietylko w sercu, ale w całéj mojéj istocie; żyłem tylko w niéj i przez nią, płynęła we mnie jak krew: biła odemnie jak ciepło. Dla innych może istnieje coś obok miłości, dla mnie cały świat istniał w niéj, nic poza nią. Dla świata byłem ślepy, głuchy i głupi, bo rozum i zmysły zająłem tém jedném tylko uczuciem. Czułem, że płonę, jakby rozpalona pochodnia i że trawi mnie ten płomień i że ginę, i że umieram. Czém była ta miłość? Wielkim głosem, wielkiém wołaniem duszy na drugą duszę: „moja ubóstwiona, moja święta, moja kochana, usłysz mnie! Otóż nie pytałem już co się stało, bom zrozumiał, że nie mnie, nie mnie-to odpowiadała Hania na tę serdeczną prośbę. Wśród obojętnych ludzi, człowiek spragniony kochania chodzi jak w lesie i huka i nawołuje jak w lesie, czekając czy nie odpowié mu głos sympatyczny, więc jeszcze i dlatego nie pytałem już co się stało, bom