Strona:PL Pisma Henryka Sienkiewicza t. 1.djvu/105

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


VII.

Łatwo się domyślić jak przepędziłem noc po owych całodziennych zmartwieniach. Położywszy się w łóżko, przedewszystkiém zapytałem sam siebie, co się stało i dlaczego wyprawiałem takie awantury przez cały dzień? Odpowiedź była łatwa: nic się nie stało, t. j. ani Selimowi, ani Hani, nie mogłem zarzucić nic takiego, coby nie dało się wytłomaczyć, badźto uprzejmością obowiązującą wszystkich jednakowo, bądź ciekawością, bądź wzajemną sympatyą. Że Selim podobał się Hani, a ona jemu, to było więcéj niż pewne; ale jakież miałem prawo burzyć się z tego powodu i mącić spokój wszystkim. Nie oni więc zawinili, tylko ja: ta myśl powinna była mnie uspokoić, ale stało się przeciwnie. Jakkolwiekbądź tłómaczyłem sobie wzajemne ich stosunki, jakkolwiek powtarzałem sobie, że istotnie nic się nie stało; jakkolwiek uznawałem, że niesłusznie wyrządziłem niejedną przykrość obojgu, przecież czułem jakąś niewyraźną groźbę zawieszoną nad sobą w przyszłości: to zaś, że groźba owa była niewyraźną, że nie dała się uchwycić w formę zarzutu Mirze lub Hani, czyniło ją dla mnie tém dotkliwszą. Prócz tego pomyślałem sobie jeszcze jedno. Oto, że nie mając pra-