Strona:PL Pisma Henryka Sienkiewicza t. 1.djvu/093

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Ciekawam — rzekła Hania — które z nas najweselsze?
— To pewno ja — odpowiedział.
— A może ja? O ja także z natury jestem bardzo wesoła.
— A najmniej wesoły, to Henryk — dorzucił Selim. — On z natury jest poważny i trochę melancholiczny. Żeby żył w średnich wiekach, to zostałby błędnym rycerzem i trubadurem, tylko prawda; nie umié śpiewać! Ale my — dodał, zwracając się do Hani — tośmy się w korcu maku szukali i dobrali.
— Ja się na to nie zgadzam — rzekłem. — Za dobrane usposobienia uważam usposobienia przeciwne, bo w takim razie jedno ma te własności, których brak drugiemu.
— Dziękuję ci — odparł Selim. — Przypuszczam, że ty z natury lubisz płakać, a panna Hanna się śmiać. No dajmy na to: żenicie się...
— Selim!
Selim spojrzał na mnie i począł się śmiać...
— A to co, paniczku!? Ha! ha! A pamiętasz ty mowę Cycerona Pro Archia? commoveri videtur juvenis, co po polsku brzmi: zmieszanym wydaje się być młodzieniec. Ale to nie znaczy nic, bo ty sławnie nawet bez powodu raki pieczesz. Panno Hanno! on sławnie raki piecze, a teraz napiekł ich za siebie i za panią.
— Selim!
— Nic, nic. Wracam do założenia. Ty więc, panie płaczku, i pani, pani śmieszko, żenicie się. Otóż co się dzieje: on zaczyna beczéć, pani zaczyna się śmiać; nie rozumiecie się nigdy: nie schodzicie się nigdy, rozchodzicie się zawsze, i co mi to za dobrane natury.