Strona:PL Pisma Henryka Sienkiewicza t. 1.djvu/082

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Te proste słowa sprawiły tylko ten skutek, że wprowadziły nas oboje w ogromne zakłopotanie. Hania podała mi wprawdzie obie ręce; ja uścisnąłem te ręce może zbyt silnie i, o zgrozo? pochyliwszy się szybko, ucałowałem je wcale jakoś nie tak, jak na opiekuna przystało. Następnie zmieszaliśmy się oboje do najwyższego stopnia: ona zaczerwieniła się aż po szyjkę; ja również, i wreszcie zamilkliśmy, nie wiedząc ani be, ani me, jak zacząć tę rozmowę, która miała niby być szczerą i pełną ufności.
Potém ona spojrzała na mnie, ja na nią i znowu wywiesiliśmy na twarzach czerwone chorągwie. Siedzieliśmy obok siebie jak dwie lalki: zdawało mi się, że słyszę przyśpieszone bicie własnego serca. Położenie nasze było nieznośne. Chwilami czułem; że jakaś ręka bierze mnie za kołnierz i chce rzucić do jéj stóp, a druga trzyma za włosy i nie puszcza: nagle Hania zerwała się i rzekła szybkim pomieszanym głosem:
— Muszę już iść; mam lekcyą o téj godzinie z panią d’Yves: już blizko jedenasta.
Udaliśmy się tąż samą drogą ku domowi. Szliśmy tak jak i poprzednio, w milczeniu ja jak i poprzednio ścinałem śpicrutą główki kwiatów, ale ona już nie litowała się nad niemi.
Pięknie wróciły nasze dawne stosunki, niéma co mówić.
Jezus, Marya! co się ze mną dzieje — pomyślałem sobie, kiedy Hania pozostawiła mnie samego. Byłem zakochany tak, że aż włosy powstawały mi na głowie.
Tymczasem nadszedł ksiądz Ludwik i wziął mnie z sobą do gospodarstwa. Po drodze opowiadał mi mnóstwo rozmaitych rzeczy, tyczących się naszego majątku,