Strona:PL Pisma Henryka Sienkiewicza t.35.djvu/127

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


w potężniejszych rozmiarach, niż u zwykłych ludzi, ukute. Mówiono też, że talary giął w palcach i naciągał łuk, którego nikt inny przygiąć nie umiał. Lecz piękność jego twarzy większy jeszcze budziła podziw. Cerę miał smagłą, czuprynę i wąs czarne, jak pióra krucze, oczy błyszczące, zarazem harde i słodkie, chwilami tęskne, chwilami pełne błyskawic i gromów, to znów, zwłaszcza gdy padły na młode liczko niewieście — wprost swawolne. Było jednak w tej młodej rycerskiej głowie o orlim nosie i wysokiem czole coś tak szczególnego, jak w owych głowach, rzniętych na kameach rzymskich: mimowoli przychodziła myśl, że najlepiej przystawałby jej wieniec dębowy.
A ponieważ był przytem dziedzicem wielkiego imienia i fortuny, ponieważ słynął z wymowy i męstwa, ponieważ z dalekich podróży i ze służby przy dworze francuskim wyniósł niezwykłą dworność i ogładę, więc leciały też biedne ćmy niewieście na ów jasny płomień, choć łatwo było sobie w nim skrzydła opalić. Nie cieszył się pod tym względem dobrą sławą pan starosta i miał ją nawet tak złą, że o żadnym z jego rówieśników nie podawano sobie od ucha do ucha tylu szpetnych wieści, o żadnym nie krążyło tyle anegdot i paszkwilów, zarówno pisanych, jak i nawet głoszonych drukiem.
Smoki, które w zamierzchłych czasach, mieszkając wedle miast i grodów, żywiły się ciałem