Strona:PL Pisma Henryka Sienkiewicza t.35.djvu/042

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
—  44  —

jak Cypryda, że tańczy jak Terpsychora, to jest daleko lepiej niż uczciwej kobiecie przystało; że rozmowa z nią upaja więcej niż sycylijskie wino, że potrafi pisać wiersze jak wszyscy razem poeci greccy, nie mówiąc o naszym starym, nudnym Enniuszu; że jest wymowna jak Cycero, że wierzyciele, którzy w jej domu odmawiają jadła i napoju, dają dowody wysokiej przezorności; że kto złoży u niej depozyt, albo zostawi wypadkiem pierścień, to niech się z niemi pożegna; — dalej sądzę, że mówi po grecku jak Atenka, że gra na cytrze i śpiewa, jakby lekcye dawała jej sama Erato, i że nakoniec, nikt na świecie nie potrafiłby powiedzieć, co hojniej rozrzuca: pieniądze, czy pieszczoty[1]. Uf! Skończyłem i zadyszałem się!
— To odetchnij, a następnie przypuść, że ja Sempronię kocham.
— Czy tak? W takim razie poślij po nią lektykę.

— Mówię: przypuść tylko, a w dalszym ciągu przypuść ponadto, że kochając ją cierpię i boleję, że taką jest, jak jest — i że chciałbym jej boskiemu ciału kupić inną duszę — ot, tak czystą jak śnieg na Sorakte, a jej twarzy dziewiczy rumieniec. Czy za wszystkie moje ziemie, trzody, klejnoty i pieniądze, mógłbym to kupić, Wargunteju?

  1. Sallustjusz.