Strona:PL Pisma Henryka Sienkiewicza t.2.djvu/198

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


z pługami rozbiły nakoniec śniegi, i że za chwilę będą w Tuano.
Nigdy nie zapomnę téj chwili, gdy nadeszły. Był już wieczór, i wieczór ciemny bardzo, tylko odblask od śniegów rozpraszał ciemność. Nagle usłyszeliśmy zdala lokomotywy, a wkrótce ujrzeliśmy je w pomroce. Byłto raczéj cały pociąg, złożony tylko z maszyn. Pierwsza z nich uzbrojona olbrzymim pługiem, cała obsypana śniegiem, nosiła na sobie wyraźne znamiona ciężkiéj pracy. Zbliżały się, bijąc we dzwony, hucząc, gwiżdżąc, sypiąc snopami iskier z kominów i buchając kłębami dymu. Ten gwar, bicie we dzwony, szum pary i odgłos gwizdania, dziwnie majestatyczne sprawiały wrażenie. Zdawało się, że czarne te potwory święcą w ten sposób tryumf, że są to głosy radości po trudnéj walce i zwycięztwie; zdawało się, że lokomotywy zmęczone są i zziajane, wściekłe jeszcze po walce, ale pijane własną siłą i radosne. Sądziłbyś, że żyją i czują, a owe odgłosy tryumfu powiększały jeszcze złudzenie. Jakaś nieopisana potęga biła od tego czarnego korowodu maszyn i kominów, który przesunąwszy się koło nas nakształt szeregu olbrzymich, powracających jak gdyby z ruji zwierząt, nikł i topniał zwolna w ciemnościach, jak nocne olbrzymie widziadło.
Gwar tylko, huk i bicie we dzwony, dochodziły długo jeszcze naszych uszu z ciemnéj oddali, potém wagony nasze zadrgały, potém uderzyły o siebie i posunęły się zwolna naprzód.
Wkrótce byliśmy już w Newadzie, którą jechaliśmy jeszcze cały dzień i noc następną.