Strona:PL Owidiusz - Przemiany.djvu/117

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Co podówczas cierpiałam, nieszczęsna? — To może,
Co owca, kiedy wilka usłyszy w oborze,
Co zając, gdy psów widząc, pod drzewiną stoi,
Cały drżący, i z miejsca wyruszyć się boi.
Nie odszedł jednak Alfej; patrzy, śladu niema,
Mgłę i miejsce pilnemi uważa oczyma.
A mnie wraz przelęknioną zimny pot okrywa,
I całe w modrych kroplach ciało się rozpływa.
Gdzie stąpię, zdrój wytryska, z włosów wody cieką
I prędzej, niż to mówię, już zostałam rzeką.
W rzece poznał mię jeszcze Alfej rozkochany
I natychmiast się w własne rozciekłszy bałwany,
Porzucił ludzką postać, by się złączyć ze mną.
Dyana grunt rozwarła w pieczarę podziemną:
Uciekam do Ortygji. Ta, Dyanie miła
Dla nazwy[1], tu mi na świat przejście otworzyła?«.
Skończyła Aretuza. — Cerera dwa smoki
W wóz wprzęgłszy, zaraz w górne wznosi się obłoki.
Pędząc powietrzem staje w Atenach bogini
I dar Tryptolemowi z wozu swego czyni,
Każąc częścią w nowiny i ugorną rolę,
Częścią ciskać nasiona w uprawione pole.
Nad Europą i Azją młodzian uniesiony,
Wreszcie z wozem w scytyjskie obraca się strony.
Panował tam król Linkus. W zamku jego staje;
O powód przyjścia, imię i ojczyste kraje
Pytany, odpowiada: »Tryptolem się zowię,
W sławnych Atenach moi mieszkali przodkowie.

  1. »Dla nazwy« — Ortygją miała się zwać dawniej wyspa Delos, rodzinna wyspa Dyany.