Strona:PL Owidiusz - Przemiany.djvu/066

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Dał i otrzymał zakład przyjaźni rycerskiej.
Tych dzielny brat Europy miał za towarzyszy,
Gdy z rozkazu wyroczni wzniósł gród dla przybyszy.


XIII. Akteon.

Już stały Teby. Kadmus szczęście na wygnaniu
Znajduje w córki Marsa[1] wiernem przywiązaniu.
Licznych z boskiej małżonki doczekał się dziatek
I wnuków miał, najdroższy miłości zadatek.
I już wnukowie jego młodzianami byli;
Lecz człowiek do ostatniej musi czekać chwili:
Przed zgonem nikt szczęśliwym nie może być zwany.
Pierwszy wnuk sercu jego srogie zadał rany,
Gdyż mu z głowy jakoweś poroże wyskoczy,
A psów zgraja ozory we krwi pana zmoczy.
Jeśli się zastanowić nad kary przyczyną,
Okaże się niewinnym, bo czyż błąd jest winą?
Już krwią ubitych zwierząt wzgórze się rumieni,
Słońce w połowie drogi skraca długość cieni.
Młodzież w kniejach rozpierzchłą, dzielącą z nim łowy,
Akteon do spoczynku temi wzywa słowy:
»Bracia! sieci i strzały broczą w krwi zdobyczy;
Dzień ten między szczęśliwe każdy z nas policzy.
Jutro, skoro zabłyśnie jutrzenka wesoła,
Znowu wszystkich w te knieje chęć sławy powoła.
Lecz dziś, kiedy już słońce w pół kresu stanęło,
Gdy upał ziemię piecze, trzeba wstrzymać dzieło.

  1. Żona Kadmusa, Harmonja, była córką Marsa i Wenery.