Strona:PL Ostatnie dni świata (zbiór).pdf/99

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


mię tak często odwiedza, — powiedziało dziewczę, wdzięcznie się uśmiechając.
— Dobry — zapytał ze zdziwieniem, — co to znaczy „dobry“?
Panienka wybuchnęła śmiechem.
— Teraz na mnie kolej zadawać panu pytania, — rzekła. — Przyrzekłeś mi pan opowiedzieć o waszym szarym świecie, gdy się nieco wzmocnię, a dzisiaj chodziłam już o własnych siłach. Wyglądam znacznie lepiej... nieprawdaż, doktorze?
Naczelny lekarz spojrzał na nią uważnie. W głębi jego spokojnych, jasnych oczu tlił się jakiś płomyk, jakby w nich coś budziło się do życia. W ostatnich dniach zbyt gwałtownie nieco zmniejszył dozę anti-sentient’ów.
— Wygląd pani... przypomina jej kwiaty, — powiedział, nie bez przyjemności spostrzegając blady rumieniec na jej twarzyczce. — Będę odpowiadał na pani pytania.
Przechyliła główkę i położyła paluszek na ustach.
— Po pierwsze, — rzekła, — jak się pan nazywa? Dotychczas nie powiedział mi pan tego.
— Nazywam się, — odrzekł, — C F Q 55 R 47081 Nr.
Dziewczę roześmiało się na cały głos. Arcy Radca ze swoich obserwacji nad nią wywnioskował, że śmiech był najczęstszą formą wzruszeń w epoce Wiktorjańskiej. Zanotował też kilka wzorów śmiechu na wałkach fonograficznych i zdjął trzy serje żywych ilustracji, przedstawiających