Strona:PL Ostatnie dni świata (zbiór).pdf/92

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Matka twoja nie żyje, — rzekł Arcy Radca.
— Umarła! — krzyknęło dziewczę. — Umarła! To kłamstwo. To nie może być prawdą! Mamo!
Nieruchome twarze zwróciły się ku Arcy Radcy.
— W owych oczach opłakiwano zmarłych, — objaśnił on, — a niekiedy mówiono to, czego wcale nie było. Specjalnie nawet drukowano to w dziennikach. Jeden z takich wypadków zachował się jeszcze w moich wspomnieniach. Działo się to podczas wykonania wyroku śmierci poraz pierwszy za pomocą „somnitu“.
— Mamo! — wołało dziewczę wśród łkań. — Mamo! Elzo! Nianiu! Doktorze! Wszakże to nieprawda, co on mówi. Nieprawda!
— Wszystko, co się teraz mówi, jest prawdą, — rzekł Arcy Radca. — Wasi lekarze doszli do wniosku, że nóż panią nie uzdrowi i że ocalić cię może jedynie natura. Wprowadzili panią zatem w stan kataleptyczny za pomocą „morowitu“, który został wtedy właśnie wynaleziony. Natura utrzymywała cię przy życiu w ciągu stu pięćdziesięciu lat. Znajomi pani umierali w siedmdziesiątym roku życia, — co w owe czasy było zwykłem zjawiskiem. Wymarli wszyscy.
Dziewczę z rozpaczą wyciągnęło ręce ku młodszej z kobiet.
— Umarli? — zawołała z płaczem. — Wszyscy! Czyliż wam mnie nie żal?