Strona:PL Oscar Wilde - Portret Dorjana Graya.djvu/170

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

gedji ludzkiej, który symbolizowała. Lubił klęczeć na zimnych stopniach marmurowych i patrzeć na kapłana, jak w sztywnej, podobnej kształtem do kwiatu dalmatyce białemi dłońmi unosił zasłonę tabernakulum, albo jak wznosił w górę zdobną w klejnoty monstrancję z owym bladym, poświęcanym chlebem, który jest chwilami, zda się, naprawdę „panis coelestis", chlebem aniołów, albo jak przybrany w szatę pasyjną łamał nad kielichem hostję i bił się w piersi za grzechy. Dymiące kadzielnice, które poważni chłopcy w koronkach i szkarłatach unosili w powietrzu niby wielkie, złote kwiaty, wywierały na nim subtelny czar. Gdy wychodził, patrzał ze zdumieniem na czarne konfesjonały i marzył o tem, by siedzieć w ich ponurym cieniu i słuchać, jak mężczyźni i kobiety szepczą przez zniszczone kraty prawdziwe dzieje swego życia.
Nigdy jednak nie popadł w ten błąd, by zahamować swój rozwój duchowy przez formalne przyjęcie jakiegoś wyznania lub systematu, lub choćby przez uważanie za dom tego, co jest tylko schroniskiem na jedną noc, na kilku godzin nocy, gdy na niebie niema gwiazd, a księżyc walczy z chmurami. Mistycyzm, posiadający dziwną moc nadawania najzwyklejszym rzeczom charakteru osobliwego i subtelne sprzeczności, zdające się jej zawsze towarzyszyć, zajmowały go przez jeden sezon, przez jeden też sezon skłaniał się również ku materjalistycznym doktrynom ruchu darwinistycznego w Niemczech, znajdując dziwne przyjemność w śledzeniu myśli i namiętności ludzkich aż do najdrobniejszej komórki mózgowej aż do gołego nerwu w ciele, w oszołamianiu się myślą o nieodzownej zależności ducha od ściśle określonych warunków fizycznych, chorobliwych