Strona:PL Or-Ot - Poezje.djvu/012

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Gdy chcesz: zamarły ożywi się cmentarz!
Bujne przebiegną go dreszcze!

To kłamstwem było, gdym mówiła do cię:
„Nie kocham!” Kłamstwem, gdym „Odejdź!” — mówiła —
Znowu się barwi w szkarłacie i złocie
Naszego serca mogiła!

Tyś mówił: „Zdrada!” Tyś mówił: „Nikczemność!”
To było tylko obłąkanie chwili! —
Znowu na jasność przeobraźmy ciemność
I żyjmy — jake-śmy żyli!

Na twojej piersi złożę moja głowę,
Do ust przycisnę usta, pieszczot chciwe,
Tak samo ciepłe! tak samo różowe!
Tak samo!.... co? Tak zdradliwe?!

Nie! teraz wierne! Jedyny! poznałam,
Błądząc po życia drożynie tułaczej,
Że ciebie tylko naprawdę kochałam...
Innych — kochałam — inaczej!

Bądź znowu moim tak, jak przed latami,
Kochając, życia rozwiążem zawiłość!
Do ręki twojej przylgnę znów ustami,
Ja, życie twoje! twa miłość!


POETA.

Precz! pleśń mogilna uderza od ciebie!
Fałsz i obłuda po twych bokach stoją!
Przez ciebie-m piołun jadł w powszednim chlebie,
Trucizną duszę napawając swoją!
Precz! Wstręt bezmierny za gardło mnie chwyta!
Na usta zimne nakładając pęta,
Czyś jeszcze głodna? Czyś jeszcze niesyta?
Kochanko dawna, bezczelna, i zmięta!