Strona:PL Nowele obce (antologia).djvu/159

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Zarumieniła się po kark. Widocznie myśl ta nie była i dla niej nowa.
Wkrótce potem pożegnałem ją. Gdy po kilku dniach zapytałem o wachlarz, była zakłopotana i dała wymijającą odpowiedź. Dwa miesiące minęły, zanim dowiedziałem się o zagadkowem zdarzeniu, które biedaczce spędziło z oczu wiele godzin snu.
Myśl, że koniecznie, za wszelką cenę, musi mieć z powrotem wachlarz, trapiła wciąż jej zakochaną główkę. Wreszcie powzięła heroiczną decyzję i napisała list:
„Panie! Proszę mi oddać moją własność. W tym celu będę pana oczekiwała w sobotę o godzinie 12-ej w górnej sali muzeum. Lilly X“.
Z tego może pani najlepiej poznać, jak była naiwną. Człowiekowi takiemu, jak on, kazać przyjść do muzeum, gdzie randki dają sobie studenci i podlotki!
Nawpół przytomna ze strachu, siedziała o oznaczonej godzinie na okrągłej sofie w środku sali i wpatrywała się w drzwi.
Musiała czekać przeszło kwadrans. Wreszcie pojawił się w bogatem futrze bobrowem. Usta zasłaniał jedwabną niebieską chusteczką. Miał wygląd zniecierpliwienia; widocznie bardzo mu było spieszno.
Przystąpił, łaskawie się uśmiechając, do niej i ujął jej rękę.
— Moje kochane dziecko — rzekł.
Kolana się pod nią zatrzęsły ze strachu i wstydu. Skądże miał prawo tak się do niej odzywać?
— Było nieco ciemno — rzekł potem cicho.