Strona:PL Nowele obce (antologia).djvu/158

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— O... jakże mogłabym panu podziękować?... — zdołała wyjąkać.
— Proszę mi nie dziękować — przerwał — pani to była, która mnie natchnęła, a jeśli w mym śpiewie odbrzmiewał pogłos mego wewnętrznego odczuwania, to zawdzięczam to pani.
Powiedział to spokojnie i płynnie, jak się wygłasza słowa wyuczone na pamięć.
Pozostawiłem panią Lilly jej losowi. Po kolacji zasiedli w słabo oświetlonej nyży i rozmawiali przeszło pół godziny.
Wkrótce potem opuścił salon i towarzystwo.
Następnego poranku wezwała mnie pani Lilly do siebie i opowiedziała mi uszczęśliwona przebieg rozmowy w nyży. Odkryła, że między nią, a śpiewakiem panuje dziwna harmonja dusz. W pojmowaniu miłości, jako przeznaczenia, był kompletnie jej zdania.
Byłem wprawdzie innego mniemania, strzegłem się jednak przed wypowiedzeniem go. O, gdybym nie był wówczas taki subtelny!
Powiedziała mi, że schował do kieszeni jej wachlarz, który właśnie miała w ręce i nie chciał go, mimo jej nalegań, zwrócić.
— Co mam teraz począć? — zapytała z pozorną bezradnością, a z oczu jej wyczytać było można, jak bardzo się cieszy dokonanym przez niego rabunkiem.
— Najlepiej będzie — rzekłem na poły żartobliwie — jeżli pani mu napisze, aby jej zwrócił osobiście corpus delicti.