Strona:PL Nowele obce (antologia).djvu/126

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


zebrałeś! Kto z nas ma możność z karłami i olbrzymami pozostawać w tak zaufanych stosunkach?
August potrząsał głową niedowierzająco.
— Na twojem miejscu — mówiłem dalej — również i jutro zjawiłbym się u Kitty. Poznałbyś z pewnością wszystkich siedmiu. Tak, tak, wyobrażam sobie, jak zabawne to byłoby. Jak obaj olbrzymi grali z nią w piłkę, tak może „Osmond“-owie zrobią z niej instrument muzyczny.
— Jesteś idjota — odparł August. Widocznie nie znosił, gdy kto inny robił dobry dowcip.
Zjawił się kelner. Zapłaciliśmy i opuściliśmy lokal. Świtało. Zapowiadał się cudowny poranek wiosenny.
— Cieszy mnie tylko — rzekł August — że ten drab nie długo śmiać się będzie ze swego żartu, gdy w przedpokoju zamiast swego nowego kapelusza...
August zamilkł nagle. Rysy jego twarzy wydłużyły się, oczy rozwarły szeroko. Właśnie podszedł ku nam młodzieniec, nadzwyczaj wytwornie odziany, miał tylko na głowie kompletnie zniszczony cylinder.
August zatrzymał się. Młodzieniec zdjął cylinder z głowy i rzekł: „Good morning, Sir“.
„Good morning“, rzekliśmy obaj i zdjęliśmy z głowy kapelusze, by je oczywiście po chwili z powrotem nałożyć. Mnie się to udało. Natomiast mojemu przyjacielowi wcale nie. Obcy pan poprostu wziął mu z ręki kapelusz i, uprzejmie się uśmiechając, wręczył połamany cylinder. I zwracając się ku mnie, jakby tylko mnie winien był udzielenie wyjaśnienia, rzekł: „Za-