Strona:PL Nowele obce (antologia).djvu/125

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


pewne nikt nigdy wobec niej nie użył: „El la dernière, je t’assure“. Potem zwróciłem się do „Osmond“-a, chwyciłem go za ramię i rzekłem: „Jest pan łotrem, mój panie, którego natychmiast skarcę. Nie dlatego, bym był zazdrosny o kobietę tego gatunku, lecz dlatego, że mnie irytuje — dobre określenie w tym momencie, co? — iż pana tu zastaję“. Potem podniosłem rękę, by go uderzyć w twarz. W tej chwili utraciłem zdolność patrzenia; stało mi się w dosłownem tego słowa znaczeniu czarno przed oczyma; „Osmond“ jednem uderzeniem pięści wcisnął mi na głowę mój cylinder... Gdy mi się wreszcie udało wyciągnąć cylinder w górę, ujrzałem budujące widowisko: Kitty leżała na podłodze, przytupywała nóżkami i wiła się ze śmiechu, zaś klown siedział, jakby nic nie było zaszło, na kanapie, miał nogę założoną na nogę i palił spokojnie papierosa. Wtedy uczułem: trzeba z tem zakończyć! We mnie była pustka, ani miłość, ani zazdrość, ani złość, ani duma, ani nienawiść; rzekłem: „Dobra noc, Kitty“, nie spojrzałem nawet na niego, opuściłem pokój, zawiesiłem w przedpokoju mój zdruzgotany cylinder na szaragach i wziąłem ten oto nowy, piękny, czarny, okrągły kapelusz, należący do tego łajdaka. Pospieszyłem następnie tu do kawiarni, by ci dać radę: nigdy nie wdawaj się z śpiewaczką kabaretową.
— Mój drogi Auguście — rzekłem, — jesteś niesprawiedliwy. Wedle mego zdania w tej całej sprawie tylko ty zyskałeś. Nie mówię o kapeluszu, w którym ci jest doskonale; mam na myśli doświadczenia, jakie