Strona:PL Nowele obce (antologia).djvu/123

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


no, o szóstej, odprowadziliśmy olbrzymów na kolej, Kitty i ja. Wielkie wrażenie na dworcu wywołało, gdy The two Darling z okna wagonu powiewali dwoma prześcieradłami. Odwiozłem Kitty w fiakrze do domu. Musiałem ją pocieszać, a okazała się tak wdzięczną, że dopiero w południe przyszedłem do biura. Gdy pomyślę, że to było dziś rano... ileż się od tego czasu zmieniło!
— Przedewszystkiem — zauważyłem, jakby w jasnowidzeniu — zmienił się program w kabarecie.
August spojrzał na mnie, jak konająca sarna.
— Kto więc był? — zapytałem poprostu.
— The Osmond Troup — odparł August i zarumienił się.
— Ilu? — zapytałem głucho.
— Siedmiu! — odrzekł August.
— Siedmiu! — powtórzyłem wielce uradowany.
— Daj pokój... — odpowiedział cicho — nie przeczę, że już podczas przedstawienia miałem złe przeczucia. „Osmond“-owie, to ludzie o niezwykłej ruchliwości, wielkim dowcipie i bajecznej muzykalności. Wiele inwencji w ich produkcjach nie ma, ale wszystko, co robią, jest nadzwyczaj interesujące. Na ogół mają utarty szemat takich wystąpień: pojawiają się wśród piekielnych wrzasków, wywijają koziołki, biją się po łbach skrzypcami, wyrywają nogi ze stołów i grają marsza z Tannhausera, siadają na aksamitnych fotelach, a wydobywają z nich dźwięki popularnej piosenki, i tak dalej. Gdy przypatrywałem się awanturom, wyprawianym na scenie przez tych drabów, czu-