Strona:PL Nowele obce (antologia).djvu/122

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


nek do olbrzymów stał się odtąd prawdziwie koleżeński.
— Jaki? — syknąłem.
August, niezmącony tym okrzykiem, opowiadał dalej:
— Nigdy nie spotkałem odtąd któregoś z nich w pojedynkę u Kitty. Zwykle bywali u niej przed przedstawieniem na herbacie; czasem i mnie na nią zapraszano. Żaden z olbrzymów nie rozumiał ani słowa po francusku, Kitty nie znała zupełnie angielskiego, byłem więc, by się tak wyrazić, tłumaczem.
— A jak się porozumiewali — zapytałem serdecznie — gdy ciebie nie było?
August spojrzał na mnie uważnie.
-— Choć masz minę niewiniątka — odparł z powagą — to miarkuję przecież, że tem pytaniem chcesz rzucić cień na Kitty. Powiadam ci jednak, od tej sceny nie miałem okazji, by zwątpić w Kitty. Oczywiście w stosunku do olbrzymów. Był to kaprys... mój Boże, i ja mam kaprysy! Kto wie, jakbym się ja zachował wobec kobiety-olbrzyma? Zapewniam cię, The two Darling byli, jak dzieci; raz zastałem ich, gdy z Kitty grali w piłkę... jeden olbrzym stał w jednym kącie pokoju, drugi w drugim... lub przeciwnie, nigdy nie mogłem rozeznać jednego od drugiego... i Kitty latała poprzez stół tam i z powrotem.
August uśmiechał się trochę głupawo na wspomnienie tej wesołej sceny. Nagle schmurzyła się jego twarz:
— Wczoraj po raz ostatni występowali. Dziś ra-