Strona:PL Nie-boska komedja (Krasiński).djvu/29

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


ORCIO: Głos mamy słabieje, ginie już prawie za murem kośćtnicy, ot, tam — tam — jeszcze powtarza:

O synku mój,
By ojciec twój
Kochał ciebie.

MĄŻ: Boże, zmiłuj się nad dzieckiem naszem, którego, zda się, że w gniewie Twoim przeznaczyłeś szaleństwu i zawczesnej śmierci! Panie, nie wydzieraj rozumu własnym stworzeniom, nie opuszczaj świątyń, któreś sam wybudował sobie! Spojrzyj na męki moje i aniołka tego nie wydawaj piekłu! Mnieś przynajmniej obdarzył siłą na wytrzymanie natłoku myśli, namiętności i uczuć, a jemu? — dałeś ciało, do pajęczyny podobne, które lada myśl wielka rozerwie. — O Panie Boże — o Boże!
Od lat dziesięciu dnia spokojnego nie miałem. Nasłałeś wielu ludzi na mnie, którzy mi szczęścia winszowali, zazdrościli, życzyli — spuściłeś na mnie grad boleści i znikomych obrazów, i przeczuciów, i marzeń. — Łaska Twoja na rozum spadła, nie na serce moje. Dozwól mi dziecię ukochać w pokoju, i niechaj stanie mir już między Stwórcą i stworzonym! Synu, przeżegnaj się i chodź ze mną! Wieczny odpoczynek.

(wychodzą).


Spacer.
DAMY i KAWALEROWIE — FILOZOF — MĄŻ.

FILOZOF: Powtarzam, iż to jest nieodbitą, samowolną wiarą we mnie, że czas nadchodzi wyzwolenia kobiet i murzynów.
MĄŻ: Pan masz rację.
FILOZOF: I wielkiej do tego odmiany w towarzystwie ludzkiem w szczególności i w ogólności — z czego