Strona:PL Mniszek Helena - Trędowata 02.pdf/168

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Waldy... Waldy mój... czy ja cię uszczęśliwię?... ty dzielny!... ty mnie kochasz! ty! ty!...
Brwi jej podniosły się na zroszonem czole i skupiły, tworząc bolesny łuk, usta drgały, opadając na dół.
— Waldy — Wal... dy — wyjąknęła i nagle zaniosła się spazmatycznym płaczem.
Głowę rozpaloną, w której krew buchała zbitym wałem, wtuliła w poduszki, a płacz straszny, rozpaczliwy płacz, idący z każdej kropli krwi, z każdego włókna nerwów, płacz z duszy, płacz z serca, wstrząsał nią, jak orkan rozwścieczony.
To był płacz całej istoty — olbrzymi! siłą swą mogący rozdzierać kamienie, najtwardsze skały.
W mózgu miała tysiące młotów.
Ogarniał ją ogień.




XXVIII.

W Warszawie, w pierwszorzędnym hotelu, w restauracji, siedział przy stoliku ordynat i Brochwicz. Waldemar nie jadł, tylko pil dużo. Był trochę ponury. Kolacja męczyła go.
— Więc jedziesz jutro? — spytał Brochwicz.
— Myślę, dziś nawet.
— Brochwicz spojrzał na zegarek.
— Zdążyłbyś, ale to głupstwo! radzę jutro. Załatwiłeś wszystko?
— Najzupełniej.
— Ja także. No to przez jutro się powałęsamy, odwiedzimy znajomych, a wieczorem w drogę. Wszak twój ślub za tydzień?
— Tak, jadę prosto do Głębowicz, wysyłam konie, karety, kwiaty, daję ostatnie polecenia i sam do Ruczajewa.
— Po narzeczoną — dodał Brochwicz. — Ej! szczęśliwyś ty, człowieku! Żenicie się wszyscy en foule, tylko ja trwam w celibacie.
Waldemar podniósł do ust kielich z szampanem.
— Któż ci broni iść w nasze ślady, mój drogi? — rzekł poruszając brwiami.
Brochwicz machnął ręką.
— Zanadto mnie interesują wszystkie kobiety, żebym sobie miał wybrać jedną.
— Działo się to samo i ze mną, a jednak widzisz — jestem u mety.
— Bagatela! twoja Stefcia to złota rybka, można się było na nią wziąć. Jakież kupiłeś brylanty?
— Pokażę ci.
— Wiesz co? chodźmy już na górę, djablo nudna dziś ta sala! Nikogo znajomego, ładnej kobiety ani na lekarstwo — co mamy tu robić?
Ordynat powstał, jakby znużony, i wyszli.
W numerze Waldemar pokazał Brochwiczowi klejnoty. Był tam sznur z Brylantów na szyję, kamienie miały wielkość laskowych orzechów, stosowna brosza z brylantami i wielkim szmaragdem, bransoleta, djadem do włosów i duże butony kolczyków. Wszystko z kamieni pierwszej wody. Artystyczna oprawa tworzyła pajęczynową siatkę, podtrzymującą łuny głębokich ogni tylko z pod spodu.