Strona:PL Mniszek Helena - Trędowata 02.pdf/115

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Powitalny szum świerków-tytanów został zagłuszony, ale dreszcz, biegł po kolosalnych cielskach, strzepując śnieg z gałęzi; chyliły się czuby, jakby składając hołd Stefci.
Głębowicze doczekały się pani.
Witały ją już, jak ordynatową.
Rój skłębionych bezładnie myśli wirował w rozognionej głowie Stefci. Chaos w nich zapanował, szał zakipiał we krwi.
Wśród salw i wiwatów przejechali kamienny most na fosie, minęli, dziedziniec zewnętrzny oraz bramę pod arkadami i w całym pędzie Waldemar zatrzymał rozhukaną czwórkę przed wyniosłym portykiem zamkowym. Dopiero tam dogoniły ich inne sanie.
Pan Rudecki był odurzony. Niespodziewał się, że Głębowicze są tak wspaniałe. Owacje, czynione Stefci, poruszyły go. Myślał, wspominając przeszłość:
— Krzywda tamtej nagrodzona. W drugiem pokoleniu los obmyślił nagrodę. Czy ona to widzi.
I w oczach stanęła mu postać umierającej staruszki.
Pod kolumnami ganku witała Stefcię służba zamkowa. Z urzędników: rządca Ostrożęcki, wszyscy praktykanci, marszałek dworu, łowczy i koniuszy. Salwy i trąby umilkły w bramie pod arkadami. Na krużganku wewnętrznym zagrała orkiestra.
Pan Maciej, również jak pan Rudecki, myślał, przywodząc na pamięć postać dawnej narzeczonej:
— Jesteś nagrodzona. W drugiem pokoleniu los dał powetowanie. Czemuż tego nie widzisz?
I staruszek odetchnął lekko, jakby wykruszył ostatni kamień z duszy.




XX.

Stefcia stanęła olśniona, ujrzawszy mieszkanie przygotowane dla siebie. Trzy pokoje tonęły w kwiatach. Zwłaszcza buduar przykuwał oczy. Dosyć duży, okrągły, obity złoto-żółtym jedwabiem z przepysznym sufitem, zdobnym w inkrustacje. Kryształowy żyrandol zwieszał się ze środkowej rozety. Jedną połowę pokoju, lustrzaną, ozdobiono kwiatami. Grupowały się tam wachlarzowo palmy, nisko stały w odpowiednich wazonach blado-żółte róże, hjacynty i pęki kwitnącej mimozy. Wszystko w jasnych pastelowych kolorach. Buduar był w stylu cesarstwa. Posadzkę pokrywał żółty pluszowy dywan o niezmiernie długim włosie. Sypialnia miała styl odmienny — w tonie błękitnym. Adamaszkowe kotary osłaniały łóżko wyrzeźbione z drzewa orzechowego, nabijane konchą perłową.
Ten pokój krasiły białe róże i ponsowe gwoździki.
Ubieralnia biała, jak z porcelany i przytykająca do niej łazienka świeciły niepokalaną bielą alabastrów, marmurową wanną, srebrem naczyń i delikatną barwą lila irysów, jakich tu znajdowało się mnóstwo w basenach, w srebrnych dzbanach, w wazonach i wysokich kryształowych słojach.
Stefcia, jak senna, spoglądała dokoła, słuchając uniżonego szczebiotu ochmistrzyni dworu, pani Szalińskiej, powszechnie tu zwanej Szalusią, która ją usługiwała. Starowina służyła jeszcze matce