Strona:PL Mniszek Helena - Trędowata 02.pdf/102

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


zy twarz hrabianki Melanji. A może przyszły blask i stanowiska Stefci drasnęło jej miłość własną.
Ale życzyła Waldemarowi szczęścia, ze względu na ojca, chociaż trochę ironicznie.
Wieczór imieninowy zgromadził w Obronnem sporą liczbę osób. Był pan Maciej z córką i wnuczką, Waldemar, bohater chwili, byli księstwo Franciszkostwo Podhoreccy z córkami i nauczycielką księżniczek, i hrabiostwo Morykoniowie, i Trestka, i Wiluś Szeliga, który na ten dzień przyjechał z Warszawy przed odjazdem do uniwersytetu.
Z okolicy byli Żyżemscy i Ćwileccy. Hrabina Ćwilecka, dowiedziawszy się o zakończeniu sprawy ordynata, przybrała postawę bardzo obrażonej, na księżnę rzucając złe spojrzenia, pełne politowania. W oczekiwaniu na wyniki nie wyjechała dotąd zagranicę, pomimo zapakowanych kufrów. To też jej gniew nie miał granic, nikogo jednak nie przestraszył. Księżna powróciła już do zwykłej równowagi duchowej. Księżna Franciszkowa z córkami, Lucią i panną Ritą utrzymywały dobry nastrój ogólny. Dopomagali im oboje Żyżemscy i rozweselony pan Ksawery. Humor Waldemara płynął szeroko błyszczącą falą, porywał i pana Macieja i starszą księżnę. Trestka siał dowcipami, pierwszy raz patrząc na ordynata z uwielbieniem i wdzięcznością. Tylko pani Idalja, hrabina Morykoniowa i Ćwilecka zachowywały się powściągliwiej, trochę nadąsane. Książę Franciszek i hrabia Morykoni mieli miny niewyraźne, jakieś krytyczno-ironiczne, mówili mało, starannie unikając wszelkiej wzmianki o bieżącej sprawie zaręczyn ordynata. Wiluś Szeliga nie krępował się nikim i niczem, był jak struty. Trestka w jakimś dowcipie chciał zażartować z niego, ale dostał od ordynata taką naukę delikatnie, lecz wyraźnie zaznaczoną, że aż na chwilę stracił swój burszowski humor.
Przy wieczerzy ogólne i wielkie wrażenie zrobił toast pana Macieja.
Staruszek wstał, i wznosząc kielich z szampanem, rzekł dobitnie:
— Zdrowie narzeczonej mego wnuka, panny Stefanji Rudeckiej, którą od tej chwili włączam w grono naszej rodziny. Niech żyje młoda i szczęśliwa para.
Waldemar z wdzięcznością spojrzał na dziadka, wszyscy spełnili kielichy z mniejszym łub większym zapałem, Trestka z wielką werwą, hrabina Ćwilecka i pani Idalja z przymusem.
Ale hrabia Morykoni ociągnął się. Trzymał kielich w powietrzu z miną zakłopotaną i złą, jakby chciał zamanifestować swą niechęć i jeszcze się wahał.
Waldemar zauważył to, zatrzymał swój kielich koło ust, i patrzał bystro na hrabiego.
Chwilę przyglądali się sobie w milczeniu. Twarz Waldemara lodowaciała, twarz hrabiego okryła się ponsem, ale zdrowia nie wypił. Wszyscy się zmieszali. Hrabina Morykoniowa, spojrzawszy na Waldemara, pociągnęła lekko męża za ubranie. Nareszcie ordynat rzekł twardym głosem, ze szczególnym uśmiechem:
— Panie hrabio, czekam!