Strona:PL Mniszek Helena - Trędowata 02.pdf/043

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


znajdując go nigdzie. Zastałam go niechcąco — w twoim pokoju. Siedział na kanapce pod oknem i trzymał w ręku... zgadnij co?
Stefcię przebiegały dreszcze. Opowiadanie dziewczynki obudziło w niej wszystkie wrażenia i bóle jej duszy.
— Nie wiem — odrzekła.
— Twoje korale.
— Korale?...
— Tak, wyjeżdżając spieszyłaś się bardzo i nie schowałaś ich: leżały na konsolce pod lustrem. Waldy siedział z głową opartą na jednej ręce, w drugiej trzymał korale i przewijał je sobie przez palce, pieścił się niemi. Był tak zamyślony, że ledwo mnie spostrzegł. Wiedziałam, że się rozgniewał na mnie za to, że weszłam, ale nie okazał mi tego.
Wstał, położył korale na stoliku, ucałował mnie, a potem rozejrzał się po pokoju i powiedział: „Trzeba ten pokoik ubrać kwiatami na przyjazd panny Stefanji.“ Te kemalje i białe rododendrony, co u ciebie stoją, to on kazał przynieść. Tę palmę przy lustrze sam ustawiał. Oglądał ciekawie twoje malowidła pastelowe i kredkowe szkice, a ten duży karton, który szkicowałaś w Głębowiczach, fragment z parku z widokiem na rzekę, zabrał ze sobą. Bardzo mu się podobał. Widzisz, Stefa, i Waldy tęsknił za tobą.
Lucia umilkła. Stefcia siedziała cicho, wzruszona i przygnębiona zarazem.
Więc on się nawet nie ukrywał? Więc on tęsknił za nią, był w jej pokoju, trzymał w ręku jej korale, pokój ozdobił kwiatami?...
Stefcia musiała użyć całego panowania nad sobą, żeby nie zapłakać z radości, z goryczy, z tysiąca uczuć pomieszanych razem.
Wtem Lucia odezwała się niespodziewanie:
— Stefa, powiedz szczerze, który przystojniejszy: Waldy czy Prątnicki?
Stefcia zatrzęsła się.
— Ach! Luciu, nie porównywaj Prątnickiego z panem Waldemarem?
— Jednak tamten przystojniejszy. Edmund jest piękny, jak obrazek, ale powiem ci szczerze, Stefa, że teraz, kiedy już o nim zapomniałem wolę Waldemara. Ten ma urodę bardziej męską i pańską, nieprawdaż? Prątnicki przy nim, jak ładna lalka. Gdyby Waldy był mi obcym, szalałabym za nim. On ma w sobie coś takiego, je ne sais quoi! Dziwnie umie porywać.
Stefcia bała się spojrzeć na Lucię. Czuła tylko, że łuna uderzy jej na twarz.
Dziewczynka po chwilowem milczeniu, rzekła znowu:
Waldy ogromnie może się podobać. Są dowody. Kocha się w nim panna Rita i ta oślica Barska, której się zdawało, że na jej skinienie on padnie przed nią plackiem. Ale się nie udało. Podobno kocha go i hrabina Wizembergowa, i księżna Krysta Turyńska i wiele innych. Są takie, co liczą na jego miljony, ale Waldy ma dobre oko, odrazu takie pozna. Barska może go i kocha, ale właśnie chciała być głównie ordynatową i panią Głębowicz, a Waldy to zwęszył i dał kosza.
— Źle się wyrażasz, Luciu. Zresztą skąd wiesz? Przecie się tobie nie chwalił.