Strona:PL Mniszek Helena - Trędowata 02.pdf/041

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


VII.

Działo się istotnie źle. Wieczorem tego samego dnia Stefcia z Lucią, siedząc przytulone do siebie na małej kanapce, w pokoju Stefci, obie płakały. Lucia wyrzekała:
— Ach, Stefa! nigdy nie myślałam, że mnie tak nagle opuścisz. Więc nie kochasz już? Skąd ten nagły projekt wyjazdu?
Stefcia płakała. Serce jej się krajało na myśl opuszczenia Słodkowic. Ale jednocześnie bała się pozostać dłużej. Sam widok Waldemara wstrząsnął nią. Rozmowa z panią Idalją zmęczyła Stefcię. Baronowa nie chciała słuchać o jej wyjeździe, a widząc stanowczość dziewczyny, postanowiła zbadać prawdę. Stefcia jednakże prawdy wyjawić nie mogła i podawała za powód to, że rodzice żądają jej powrotu. Pod wpływem córki baronowa stała się niewzruszoną.
— Stefciu, powiedz, że tylko żartowałaś, powiedz, zostaniesz Z nami błagała Lucia.
— Nie, nie mogę ci obiecywać. Nie żartuję. Muszę jechać, muszę!
— Więc tak ci źle u nas?
Stefcia okryła dziewczynkę pocałunkami.
— Nie mów tak, Luciu, bo mnie to rani. Dobrze mi u was, bardzo dobrze i — nigdy was nie zapomnę, ale muszę wracać do rodziny.
Lucia wybuchnęła:
— Ależ my cię kochamy, jak swoją! Stefa, czyż nie jesteś jak w rodzinie? I ja cię kocham i dziadzio, i mama cię często wspominała. Tęskniłam do ciebie, jak do siostry. Stefciu, rzuć te myśli! Widzisz, zaraz po świętach Bożego Narodzenia wyjeżdżamy na Rivierę do Nizzy, do Włoch, do Rzymu, do Wenecji, będziemy i w Paryżu, i w Wiedniu i w Szwajcarji. Stefciu, bój się Boga! i tybyś miała z nami nie jechać? Ja tak o tem marzyłam. Nie widziałam jeszcze tamtych krajów, a z tobą takby nam było przyjemnie.
Stefa, zastanów się! Nietylko my jedziemy, ale jedzie i dziadzio, i Waldy, a już jak on będzie z nami, możemy być pewni świetnej zabawy. Będziemy używały, Stefa! — Ale — jak nie pojedziesz, to i Waldy zostanie.
Stefcia drgnęła.
— Co ty pleciesz, moja Luciu!
— Wcale nie plotę, mówię prawdę. Jak ty pojedziesz, pojedzie i Waldy. W przeciwnym razie nie — już ja to wiem.
Stefcia spojrzała ukradkiem na zapłakaną twarzyczkę Luci; ujrzała na niej smutek i zamyślenie.
— Więc i to dziecko czegoś się domyśla? Stefcię ogarnęła rozpacz.
— Muszę uciekać, muszę!
Ale stanęły jej w myśli nieznane kraje, morza, góry, wielkie miasta, centra cywilizacji, o których tyle marzyła. I ona była wśród tych cudów i — z nim! Tyle szczęścia, takie niesłychane spełnienie marzeń, i wszystko od niej zależy, od jej postanowienia, od jej woli. Usta Stefci uśmiechnęły się, już chciała wypowiedzieć: „zostanę“. Lecz nagle jak na jawie, ujrzała przed sobą Waldemara. Jego spojrzenie oblało ją warem. W uszach słyszała słowa Luci: „jak ty pojedziesz — pojedzie i Waldy“. Chwila wahania minęła. Stefcia podniosła hardo głowę i rzekła z mocą: