Strona:PL Milton - Raj utracony.djvu/99

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


By jego zbawić opuszczę Twe łono,
Zrzeknę się chwały Twojej dobrowolnie,
I chętnie umrę za niego, niech na mnie
Zwróci się cała wściekła zemsta śmierci.
Nie będę długo leżał zwyciężony
Jej czarną władzą; dałeś mi na wieki
Moc życia w sobie samym; żyję Tobą,
A choć ulegnę śmierci, oddam wszystko,
Co we mnie umrzeć może, com jej winien;
Gdy dług ten spłacę, Ty mnie nie zostawisz
W ohydnym grobie jej łupem; nie ścierpisz,
By nieskalana, czysta moja dusza
Tam zamieszkała w skażeniu na zawsze.
Ale zwycięski wstanę i pokonam
Mego zwycięzcę, odbierając zdobycz
Którą się chełpi. Wtedy śmierć otrzyma
Ranę śmiertelną, padnie pozbawiona
Żądła swojego. Ja tryumfujący
Po przez powietrzne sfery poprowadzę
Pojmane Piekło, wbrew Piekłu, pokażę
W ciężkich okowach Potęgi Ciemności.
Ty z wyżyn Nieba spojrzysz uśmiechnięty,
A ja widokiem Twoim pokrzepiony,
Zniweczę wszystkich nieprzyjaciół moich,
Z nich Śmierć ostatnią; jej trupem zasycę
Wielki grób; wtedy, z wybawionym tłumem
Wejdę do Nieba, po długiej rozłące,
By patrzeć, Ojcze, w twoje lica, w których
Nie pozostanie żadna chmura gniewu,