Strona:PL Milton - Raj utracony.djvu/86

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Stracone, wrócę im pierwotną ciemność
I wasze rządy; to cel mej podróży:
Znów tam swój sztandar zatknie Noc prastara:
Wam wszystka korzyść, mnie zemsta jedynie!
Tak Szatan: jemu na to Anarch[1] stary,
Z twarzą skrzywioną, jąkając się, rzecze:
»Znam, cudzoziemcze, ciebie, wiem, że jesteś
Anioł potężny, obalony, sprawca
Rokoszu przeciw Królowi w Niebiesiech.
Widziałem wtedy i słyszałem: mnogie
Tłumy nie w ciszy leciały przez Głębię;
Straszna ruina za ruiną, tłuszcza
Za tłuszczą, zamęt zwiększony zamętem;
Z bramy niebieskiej biegły miliony
Zwycięskich szyków w pościgu za wami.
Tu na granicy mam swoję stolicę,
By bronić trochy, jaka mi została,
Wciąż pomniejszana przez niesnaski nasze
Wewnętrzne: słabnie berło starej Nocy.
Naprzód więzienie wasze, Piekło w dole,
Zajęło przestrzeń długą i szeroką,
Teraz znów Niebo i Ziemia, świat nowy,
Zwieszony nad mem państwem na łańcuchu
Złotym, od strony Nieba tej, skąd wasze
Legie spadły. Jeżeli tam dążysz,
Masz niedaleko, lecz niebezpieczeństwo
Tem bliższe. Spiesz się! Rabunek, ruinę,
I spustoszenie za zysk sobie liczę.«
Skończył, a Szatan, nie odpowiedziawszy,
Uradowany, że już brzeg ma blisko,

  1. Anarch — Chaos.