Strona:PL Milton - Raj utracony.djvu/84

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Miał do przebycia. Huczała mu w uszach
Wrzawa rozgłośna. Jeżeli się godzi
Wielkie z małemi porównywać rzeczy:
Jakby Bellona ze wszystkich swych machin
Wojennych wielkie miasto szturmem brała,
Lub jakby niebios stropy zapadały,
A zbuntowane żywioły wyparty
Ziemię z jej starej utwierdzonej osi.
Wreszcie rozwinął skrzydła, jak okrętu
Żagle, i pchnąwszy się nogą od brzegu,
Wpadł w buchającą parę, i w jej chmurze,
Jakby na tronie, przejechał zuchwale
Mil wiele, wkrótce jednak ta podstawa
Runęła, a on wpada w wielką próżnię:
Darmo skrzydłami macha, spada na dół
Dziesięć tysięcy sążni, i spadałby
Do tej godziny, lecz zdarzył los smutny,
Że wybuch chmury jakiejś pchnął go znowu
Tyleż mil w górę; ten rozpęd go rzucił
W jakąś bagnistą puszczę, ni to morze,
Ni ziemia, ledwie nie zagrzązł w tej drodze,
Idąc lub lecąc przez bezkształtną massę,
Wiosła lub żagla czasem zażywając.
Jak gryf w pośpiesznym locie po nad wzgórza
I bagna ściga Arymaspa,[1] który
Skradł złoto, pieczy jego powierzone,
Tak Czart zawzięcie, przez bagna, przepaści,
Góry, przesmyki, gąszcze i rzedzizny,
Głową, rękami, skrzydłami, nogami,
Brodzi, zapada, czołga się, lub płynie,

  1. Arymaspy, lud, według baśni, jednooki, i często prześladowany przez gryfów za kradzież złota, ich pieczy poruczonego.