Strona:PL Milton - Raj utracony.djvu/72

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Dziki Flegeton, którego ogniste
Wody wściekłością zapalają serca.
Daleko od nich, cicha a powolna,
W licznych zakrętach toczy swoje wody
Posępna Lete, rzeka zapomnienia;
Kto się napije jej wody, zapomni
O swoim bycie poprzednim, zapomni
Radości, zmartwień, wesela i bólu.
Po za tą rzeką leży ląd zamarzły,
Ciemny i dziki, dziedzina orkanów,
Burz nieustannych, strasznych gradów, nigdy
Nie topniejących na lądzie, lecz zbitych
W góry, podobne do budowli starych
W ruinach; dalej już tylko przestrzenie
Niezmierne śniegu i lodu wiecznego,
Głębia przepastna nakształt trzęsawiska
Serbony, między Damiettą a górą
Kasius, w którem całe wojska znikły.
Żrące powietrze tam pali jak mrozem,
A zimna skutek taki sam jak ognia.
Tam potępieńcy wszyscy, przez Furye
Harpionogie przyciągnięci, srogim
Ostateczności zmianom podlegają:
Z łóż płomienistych zrzucani do lodu,
Tracą tam swoje eteryczne ciepło
I tkwią bez ruchu, zamarzli dokoła,
By w danym czasie znów lecieć w płomienie,
A ku większemu swemu utrapieniu
Po przez letejskie wody przepędzane
To w tę, to w drugą stronę, pragną ciągle