Strona:PL Milton - Raj utracony.djvu/71

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Od nieśmiertelnych, zarzekły na chwilę
Okropność Piekła, i w zachwyt wprawiły
Tłumy słuchaczów. Ponieważ wymowa
Czaruje umysł, jak śpiew zmysły, inni
W miłej rozmowie, na wzgórzu samotnem,
Wypowiadali myśli bardzo wzniosłe
O wiedzy przyszłych rzeczy, opatrzności,
O woli, wolnej woli, przeznaczeniu,
Bezwzględnej wiedzy przyszłości i losie.
I tak bez końca plącząc się w swych zdaniach,
Jak w labiryncie, argumentowali
O złem i dobrem, o szczęściu i nędzy,
O namiętności i obojętności,
Chwale i hańbie: wszystko to czcza mądrość,
Filozofia błędna! lecz na chwilę
Czarując, daje zapomnienie cierpień,
Lub niepokojów, lśni nadzieją złudną,
Albo w uporną cierpliwość, jak stalą
Potrójną, zbroi serca zatwardziałe.
Inni zebrawszy się w wielkie gromady,
Poszukiwania śmiałe przedsięwzięli,
Chcąc odkryć, czy w tym świecie przeraźliwym
Łagodniejszego nie znajdą klimatu.
Szli więc brzegami czterech rzek piekielnych,
Co smętne swoje wody do jeziora
Płomienistego toczą. Tu Styx wstrętny,
Rzeka śmiertelnej nienawiści; smutny
Acheron, zgryzot toń czarna, głęboka;
Kocytus, zwany tak od głośnych żalów,
Co się na falach jego rozlegają;