Strona:PL Milton - Raj utracony.djvu/45

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Panującego, bardzo pompatycznie,
Przy hucznym dźwięku trąb głoszą tłumowi,
Że się odbędzie rada uroczysta
W Pandemonium, wysokiej stolicy
Szatana z jego sztabem; że mandaty
Z każdego pułku i z każdej gromady
Wzywają, według rangi i wyboru,
Co najgodniejszych. Przyszli wnet z setkami,
Inni arbitrów tysiące przywiedli,
Zapchały tłumy przysionki i bramy,
Najbardziej wielką halę (podobniejszą
Do krytej dachem równiny, na której
Zbrojni rycerze przed tronem sułtana
Do walki na śmierć, albo do skruszenia
Lancy wzywali najdzielniejszych pogan);
Na ziemi, w górze, gęste roje pędzą
I brzęczą ruchem skrzydeł, jak na wiosnę
Pszczoły, gdy słońce wstępuje w znak Byka.
Rojno i gwarno opuszczają ule,
Dążą w zarośla, krzątają się żwawo
Wśród rosy świeżej, wśród kwiatów w rozkwicie;
Lub na deszczułce gładkiej, tem przedmieściu
Swej cytadeli, zbudowanej z słomy,
Nowym balsamem obciążywszy członki,
Radzą nad państwa swojego sprawami.
Podobna ciżba zaległa powietrze,
Aż na znak dany: cud oto! — ci sami,
Co wzrostem zdali się olbrzymów ziemskich
Przenosić, naraz małemi karłami
W ciasnej przestrzeni tłoczą się bez liczby,