Strona:PL Milton - Raj utracony.djvu/247

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Inne po ziemi chodzą: grzebieniasty
Kogut, którego pianie, jak głos trąbki,
Przerywa nocną ciszę, ówdzie drugi,
Z gwiaździstem okiem, ma ogon wzorzysty
Z barwami tęczy. Tak wody rybami,
Powietrze ptactwem, gdy się napełniły,
Wieczór i ranek wielbiły Dzień piąty.
«Szósty, ostatni nastał Dzień Stworzenia,
Witany dźwiękiem harf rano i wieczór:
Rzekł Bóg: ««Niech zrodzi ziemia duszę żywą,
Bydło, zwierzęta nieme i pełzacze
Według rodzaju swego.»» I natychmiast
Posłuszna Ziemia płodorodne łono
Otwarła i świat cały napełniła
Niezliczonemi żywemi tworami
W kształcie i członkach już doskonałemi,
Wzrostu pełnego. Wyszedł z niej zwierz dziki
Jak z legowiska swego; jedne z boru,
Inne z zarośli, krzaków, jaskiń, stepu,
Jak ich obyczaj; parami szło dalej
Bydło na pola i łąki zielone,
Lub pojedynkiem, lub pasło się w stadach.
Obfitowały w strawę płodne niwy.
Nawpół wysunął się z ziemi lew płowy:
Drapie przedniemi łapami, by tylną
Część oswobodzić: jednym rzutem skacze,
Jakby się urwał z więzów, pełza,
Pstrą potrząsając grzywą. Lampart, tygrys,
I ryś, jak krety, kopiąc się, z wzruszonej
Ziemi sypały wzgórki, jeleń szybki