Strona:PL Milton - Raj utracony.djvu/241

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Krąg ziemi, wielką matkę nasycając
Zapładniającym rozczynem. I rzekł Bóg:
««Niechaj się zbiorą teraz wody wszystkie,
Które pod niebem są, na jedno miejsce,
A niech się sucha ukaże!«« Natychmiast
Wyrosły z ziemi góry, jak olbrzymy,
Karki szerokie i nagie wznoszące
W chmury, szczytami sięgające nieba.
A jak wysoko wzdęły się gór grzbiety,
Tak nisko dno wód szerokie, głębokie,
Opadło, tworząc łożysko dla morza.
Tam wody biegły z wesołym pośpiechem,
Wijąc się w kule, nakształt kropli wodnych,
Kiedy się toczą po spylonej ziemi;
A inne rosły w kryształowe mury,
Z pośpiechu, albo w filary, bo szparkim
Falom pośpieszać zlecił rozkaz Boży.
Jak na głos trąby wojska (bo o wojskach
Słyszałeś) biegną pod znane sztandary.
Tak wód gromady, bałwan za bałwanem,
Szukały drogi, spadając szalenie
Z opok, łagodnie spływając w równinach.
Ni im się skała, ni góra oparła:
Wody pod ziemią znajdowały drogę,
Lub wężowato obchodząc dokoła,
Lub w mokrym szlamie żłobiąc łatwo nowe
Łożyska, nim Bóg kazał oschnąć ziemi
Wszystkiej, prócz owej, która wybrzeżami
Dotyka rzek, z nich czerpiąc wilgoć stałą.
Nazwał Bóg suchą Ziemią, a zebranie