Strona:PL Milton - Raj utracony.djvu/238

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Potęg i Książąt, Cnót, Duchów skrzydlatych,
Wozów skrzydlatych ze zbrojowni Boga.
Tam ich od wieków stoją miryady
Między górami dwiema śpiżowemi,
Pojazdy zdobne, w zaprzęgu, gotowe
Na uroczysty dzień w Niebie, a teraz
Przybyły same z siebie, w nich był żywy
Duch na usługi Panu swemu. Niebo
Szeroko bramę wieczną otworzyło,
Złote zawiasy harmonijnym dźwiękiem
Rozbrzmiały w koło, czyniąc wolne przejście
Królowi Chwały, co szedł w swem potężnem
Słowie i Duchu nowe stwarzać światy.
Stali na krańcu Nieba, i widzieli
Niezmierną, pustą i głęboką przepaść.
Wrzącą jak morze, ciemną, czczą i dziką;
Szalone wichry wznosiły bałwany
Wielkie jak góry, szturmujące Niebo,
Jak gdyby biegun z środkiem zmieszać chciały.
««Wy, zapienione fale! ucichnijcie,
I ty, Otchłani, zamilcz!»» rzekło Słowo
Wszechtwórcze, ««koniec tej rozterce!»»
I uniesiony na Cherubów skrzydłach
W blasku Ojcowskim zstąpił do Chaosu.
Do świata, który postanowił stworzyć.
Chaos usłuchał rozkazu: za Słowem’
Postępowali Anieli w świetlanym
Pochodzie, pragnąc oglądać tworzenie
I cuda jego potęgi. Stanęły
Wartkie rydwanu koła; On wziął w rękę