Strona:PL Milton - Raj utracony.djvu/186

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Lecz usłuchali danego sygnału
I przeważnego głosu swego wodza
Wszyscy, bo wielkie było jego imię,
Wysoka ranga w Niebie. Jak poranna
Gwiazda, wiodąca stada gwiazd, tak jego
Wyniosła postać ich skupiła: kłamstwem
Powiódł za sobą trzecią część wojsk Nieba.
Tymczasem Władca Przedwieczny, widzący
Najskrytsze myśli, ze swej świętej góry
I z po za złotych lamp, co nocną porą
Przed nim się palą, ujrzał tam, gdzie światło
Lamp nie dosięga, bunt wznoszący głowę,
Kto go roznieca wśród synów poranku,
I jakie tłumy łączą się, by stawić
Opór wyrokom jego, i z uśmiechem
Rzecze do Syna swego jedynego:
»»Synu, w którym się cała moja chwiała
Odbija w pełni, Dziedzicu mej mocy,
Pilnie potrzebne jest zabezpieczenie
Naszej wszechmocy, pomyśl jaką bronią
Mamy ocalić nasze stare prawo
Boskości, czyli panowania; taki
Wróg się podnosi, co tron swój zamierza
Stawić na równi naszemu w rozległych
Stronach Północy; nie dosyć mu na tem;
Chce wypróbować w bitwie naszej mocy,
Albo naszego prawa. Trzeba temu
Zaradzić, zebrać siły pozostałe,
Użyć ich w naszej obronie, ażeby