Strona:PL Milton - Raj utracony.djvu/182

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Na wszystkie czasy nieodwołalnego.
Dzisiaj zrodziłem Tego, i ogłaszam
Teraz, że moim jest jedynym Synem;
Na tej Go świętej górze namaściłem,
Siadł po prawicy mojej: Głową waszą
Naznaczam Jego: a też poprzysiągłem
Przez się Samego, że przed nim się skłoni
Wszelkie kolano w Niebie, zwąc go Panem.
Pod jego rządem bądźcie zjednoczeni,
Jak jedna dusza, i wiecznie szczęśliwi.
Kto nieposłuszny Jemu, mnie nie słucha,
Ten zrywa związek, i od tejże chwili
Z przed obliczności Bożej odrzucony,
Spada w ciemności całkowitej głębię,
Gdzie niema końca kary, ni zbawienia.««
»Rzekł Wszechmogący, zdało się, że wszystkich
Uradowały jego słowa, ale
Zdało się tylko, lecz inaczej było.
Jako zazwyczaj w uroczyste święta,
I ten dzień przeszedł na śpiewie i tańcu
Do koła góry świętej, pląs mistyczny
Najpodobniejszy temu, jaki toczą
W całym rozpędzie planet}^ z gwiazdami
Stałemi: wiry wewnętrzne, zewnętrzne,
Splątane z sobą, najnieprawidłowsze
Na pozór, chociaż w pełni prawidłowe;
A przy tych pląsach symfonia boska
Tak czarująca, że samemu Bogu
Rozkosz przynosi. Już się wieczór zbliżał
(Bo i my mamy wieczory i ranki