Strona:PL Milton - Raj utracony.djvu/18

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


A nadewszystko, Duchu Święty, który
Ponad świątynie cenisz serce szczere
I czyste, natchnij mnie, wszystkowiedzący,
I od początku czasów wszechobecny!
Ty, rozpostarłszy skrzydła przepotężne,
Jak gołębica tuląc otchłań wielką,
Płodnąś uczynił; oświeć ciemność moję
Podnieś poziomość, bym na wysokości
Przedmiotu stając, mógł objaśnić ludziom
Drogi, jakiemi Bóg szedł do człowieka,
I sprawiedliwość wiecznej Opatrzności.
Powiedz, gdy Niebo, ni głębiny Piekła
Skrytości żadnej nie mają dla Ciebie,
Czem się to stało, że pierwsi rodzice
Nasi, tak szczęsnym stanem obdarzeni,
Wkrótce odpadli od Stwórcy swojego,
Jego jedyny zakaz przekroczyli,
Chociaż panami byli reszty świata?
Kto pierwszy skusił ich do takiej winy?
Wąż, wyszły z piekła, złudził matkę rodu
Ludzkiego, wiedzion zemstą i zazdrością,
Kiedy go pycha z Nieba wytrąciła
I zbuntowane z nim tłumy aniołów.
Za ich pomocą pragnąc wzrosnąć w blasku
Nad równych sobie, stać się równym Bogu,
Opór mu stawiać i dążąc do władzy,
Wojnę rozpoczął przeciw Najwyższemu.
Próżne zamachy: wszechmocnością Bożą
Rażony, wypadł z eterycznych Niebios,
W płomieniach, głową na dół, do bezdennej