Strona:PL Milton - Raj utracony.djvu/171

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Lecz dla Adama zbytni to był upał.
Wewnątrz schroniska punktualna Ewa
Przysposabiała na obiad owoce
Wyborne w smaku i pobudzające
Prawy apetyt; pragnienie miał gasić
Nektar z przeróżnych jagód albo z mleka.
Adam się ozwie: »Ewo, co ja widzę!
Od wschodu między drzewami się zbliża
Wspaniała postać; jak drugi wschód słońca
Zjawia się teraz o samem południu;
Może nam niesie jaki wielki rozkaz
Z Nieba, a może zechce zostać naszym
Gościem na dzisiaj; spiesznie przynoś wszystko,
Co masz w zapasie, aby przyjąć godnie
Zwiastuna Niebios: jakże łatwo dawać
Możemy naszym dawcom otrzymane
Dary z ich ręki; obficie obdarzać
Z otrzymanego obficie. Przyroda
Wciąż mnoży płody swoje, a gdy zrzuca
Ich brzemię, jeszcze płodniejszą się staje,
Nie powinniśmy zatem nic oszczędzać.«
Na to mu Ewa: »Adamie, tyś modłą
Świętą z tej ziemi, od Boga natchnioną;
Małe zapasy starczą, tam gdzie zapas
Dojrzały w każdej porze do użytku
Wisi na drzewie; wyjąwszy nieliczne,
Które gdy uschną smaku nabierają.
Spiesznie więc zerwę owoce z gałęzi,
Obłamię zioła, melony soczyste,
A przytem wybór zrobię tak staranny,