Strona:PL Milton - Raj utracony.djvu/159

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


PIESŃ V.

Już różowemi stopy kroczył ranek
Od wschodniej strony, zasiewając ziemię
Uryańskiemi perłami, gdy Adam,
Zwykły tej pory, obudził się ze snu
Lekkiego, jakim darzy pokarm czysty,
A z niego lekkie humory do głowy;
Prędko je spędził szmer liści, chłód ranny
Strumyka, wiany wachlarzem Aurory,
I szczebiotliwy poranny śpiew ptaków,
Odzywających się z każdej gałęzi.
Dziwił się Adam, że Ewa śpi jeszcze;
Włosy w nieładzie, pałające lica
Świadczyły o śnie niespokojnym. Adam,
W pół się podniósłszy, wzrok pełen miłości
Utkwił w nią, piękność wielką rozważając,
I wdzięk szczególny, nietylko na jawie,
Ale i we śnie. Więc głosem łagodnym,
Jak kiedy Zefir Florę tchnieniem pieści,
Lekko jej ręki dotykając, mówi:
»Obudź się, piękna moja, moja żono,