Strona:PL Milton - Raj utracony.djvu/153

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Uśmiechem rzecze: »Jakąż stratę Niebo
Ma w ocenieniu mądrości prawdziwej,
Odkąd padł Szatan, własną obalony
Głupotą; teraz znów przez nią skuszony
Do opuszczenia kaźni wyznaczonej,
Na seryo wątpi, czy mądrym być może
Ten, kto go pyta, czemu przekroczywszy
Granice Piekła, tu przyjść się ośmielił
Bez pozwolenia. Więc mądrością mniemasz
Uciec od bólu i od swojej kary!
Zarozumialcze, trwaj w takiem mniemaniu,
Aż siedmiokrotna dogoni cię kara
Za twą ucieczkę, i do Piekieł wpędzi
Tę mądrość, która cię nie nauczyła
Prawdy, że żadna męka niedorówna
Gniewowi wiecznie wywoływanemu.
Czemu sam idziesz? Czemu cale Piekło
Nie wyłamało się z tobą? Czy mniejsza
Jest ich męczarnia, czy twa wytrzymałość?
Odważny wodzu! Pierwszy do ucieczki
Od męki. Gdybyś opuszczonej tłuszczy
Objaśnił powód twej ucieczki, pewno
Tubyś nie przyszedł, jako zbieg, sam jeden.
A Czart mu na to, marszcząc brwi ponuro:
»Ni wytrwałości w męce, ni odwagi,
Nie brak mi, lżący Aniele, wiesz o tem,
Bom natarczywie walczył w bitwie z tobą,
Kiedy za ciebie wszystkiemu zaradzał
Grom trzaskający, biegnący na pomoc
Twej włóczni, nigdy nie strasznej nikomu.