Strona:PL Milton - Raj utracony.djvu/146

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Boga, co stworzył ziemię i obłoki,
I niebo, w które patrzyli, powietrze,
I krąg księżyca i biegun gwiaździsty:
»Ty uczyniłeś noc, Stwórco Wszechmocny,
I dzień ten, w pracy zadanej spędzony,
Szczęśliwi naszą pomocą wzajemną,
Naszą miłością wzajemną, koroną
Błogosławieństwa Twojego; Tyś stworzył
Miejsce rozkoszne to, za wielkie dla nas,
Szczodrobliwości Twej tu leżą dary,
Bez żniw opadłe zaścielają ziemie.
Lecz Tyś obiecał, że z nas dwojga wyjdzie
Plemię, zapełni ziemię, i wraz z nami
Twą nieskończoną dobroć wielbić będzie,
Czy to czuwając, czy, Twojego daru,
Snu oczekując, jako my tej chwili.«
To jednogłośnie rzekłszy, bez obrzędów
Innych, prócz czystej czci złożonej Bogu,
Jemu najmilszej, weszli w głąb schroniska.
Szat uciążliwych, jakie my nosimy,
Zrzucać nie mieli potrzeby; tak legli
Przy sobie; mniemam, że się nie odwrócił
Adam od pięknej swojej żony, ani
Nie odmówiła Ewa obyczaju
Tajnego pieszczot małżeńskiej miłości.
Niech obłudnicy surowo gadają
O niewinności, czystości i miejsca
Poszanowaniu, lżąc jako nieczystość
To, co Bóg uznał czystem, co niektórym
Nakazał, wszystkim zostawił do woli