Strona:PL Milton - Raj utracony.djvu/116

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Ich liczbę, albo mądrość nieskończoną,
Co je wydała, i głęboko skryła
Pierwsze przyczyny? Widziałem, jak massa
Bezkształtna, pierwsza materya świata,
Na Jego słowo stanęła do ładu;
Zamęt usłuchał Jego głosu, rozruch
Dziki poddał się rządom; nieskończoność
Przyjęła szranki; drugie Jego słowo
Spędziło ciemność, i stało się światło;
Powstał porządek z nieporządku, skoro
W swoich granicach osiadły żywioły:
Ziemia, powietrze, ogień, woda; ale
Najsubtelniejsze siły, w różne formy
Ukształtowane, wzniosły się do góry.
Zaokrągliły się w nieprzeliczone
Gwiazdy, co w ciągłym, jak widzisz, są ruchu,
Każda w swem miejscu, każda w swoim biegu:
Spokój dokoła świat ten opasuje.
Spójrz na dół, kula, co z tej strony świeci
Blaskiem odbitym, to Ziemia, siedlisko
Człowieka, światło nasze dzień tam stwarza,
Bez niego nocby tam była, tak samo
Jak jest na drugiej półkuli; sąsiedni
Księżyc (tak zwie się gwiazda przeciwległa)
Zaradza temu: co miesiąc swój obieg
Kończy i znów go w środku nieba wznawia,
Trójkształtną twarz swą pożyczanem światłem
Napełnia, aby opróżnić niebawem.
Tak świecąc Ziemi, bladym swym połyskiem
Na wodzy trzyma Noc. Tam, gdzie wskazuję,