Strona:PL Milton - Raj utracony.djvu/113

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Wzrok zaostrzała na wielką odległość.
Dostrzegł też Szatan w tym blasku Anioła,
Tego, którego już w późniejszej dobie,
Apostoł święty widział także w słońcu.
Chociaż plecami zwrócon, jaśniał cały;
Na jego głowie świeciła tyara
Z promieni słońca, jasnych włosów fale
Na uskrzydlone barki mu spływały;
Zdawał się ważną czynnością zajęty,
Albo w głębokich myślach pogrążony.
Spotkaniu rad był Szatan w tej nadziei,
Że znalazł kogoś, co mu wskaże drogę
Do Raju, błogiej siedziby Człowieka,
Celu podróży jego, a początku
Naszej niedoli. Lecz wprzód swoje kształty
Przemienia, by mu nie przyniosły szkody
Lub zwłoki: naraz jako młody Cherub,
Niepierwszorzędny, idzie do Anioła.
Uśmiech młodości niebiańskiej na twarzy,
Wdziękiem właściwym cechują się członki;
Tak umiał Szatan udawać; na głowie
Z pod wieńca fale kędziorów spływały
Z obu stron twarzy, skrzydła różnobarwne
Miał nakrapiane złotem, odzież lekką
Podkasał, jako podróżny, pręt srebrny
Trzymając w ręku, szedł śpieszno i skromnie.
Usłyszał jego kroki Anioł jasny
I twarz promienną zwrócił, poznał Szatan,
Że to Archanioł Uryel, z tych siedmiu
Stojących wobec Boga, tuż przed Jego